Sobota, 24 października 2020. Imieniny Arety, Marty, Marcina

Drzwi gościnnej plebanii są ciągle otwarte...

2020-05-28 22:38:42 (ost. akt: 2020-05-28 23:22:37)

Autor zdjęcia: Nadesłane

Kiedyś nadano mu przydomek „Maradona” z racji postury, dłuższych włosów, ale i umiejętności piłkarskich. Mowa o księdzu Andrzeju Talińskim z Nowego Miasta Lubawskiego, który teraz jest duszpasterzem na Kaszubach i emanuje miejscowych pozytywną energią.

Jadąc niedawno do Kościerzyny, zatrzymałem się na przydrożnym parkingu niedaleko Starej Kiszewy. Zapytałem młodego człowieka, który na straganie sprzedawał owoce, czy zna księdza Andrzeja Talińskiego, proboszcza parafii w Starej Kiszewie. Dodałem, że pochodzi on z mojego rodzinnego miasta.
Oczywiście chodzi panu o naszego Maradonę. Jest super, właśnie jutro idę do niego zamówić ślub, od kogo mam pozdrowić? — zapytał. — To pewnie pan jest z Nowego Miasta, bo stamtąd pochodzi ksiądz Andrzej — dodał na koniec rozmowy.

Probostwo parafii w Starej Kiszewie ks. Andrzej Taliński przejął ponad sześć lat temu. XIX – wieczny kościół pw. św Marcina, w którym pełni posługę duszpasterską, postawiono z czerwonej cegły w stylu neogotyckim. Na szczycie strzelistej wieży czas odmierza zegar, a wokół świątyni zwraca uwagę zadbane „obejście”. Parafia na Kaszubach była niewątpliwie nowym wyzwaniem.

W tym roku przypada 30. rocznica moich święceń kapłańskich. W 1990 roku, w dużej jeszcze Diecezji Chełmińskiej, zostałem delegowany przez ks. biskupa do pracy w parafii Skarszewy koło Starogardu Gdańskiego. Po reorganizacji diecezji zostałem cały czas za Wisłą, czyli w obecnej Diecezji Pelplińskiej. Drugą moją placówką jako wikariusza była od 1997 roku Tuchola. W 2002 roku otrzymałem nominację na proboszcza w parafii Kamionka niedaleko Nowego nad Wisłą, a od roku 2014 jestem proboszczem w parafii Stara Kiszewa niedaleko Kościerzyny. Moją metodą duszpasterską jest to, że jest mi wszędzie dobrze. Szybko staję się lokalnym patriotą, dostrzegając problemy lokalnego środowiska — czy to w mieście, czy na wsi. Próbuję uaktywniać ludzi do realizacji wielu twórczych pomysłów, zarówno religijnych, jak i społecznych. Wszędzie są ludzie utalentowani i pracowici, których można zjednoczyć, aby pomogli tym słabszym i niezaradnym. Trochę śladów po sobie pozostawiłem w poprzednich środowiskach, między innymi w istniejących do dzisiaj wspólnotach młodzieżowych i sportowych. Teraz tworzę z parafianami wspólnie nową historię — opowiada ks. Andrzej Taliński.

Prawie każdy mieszkaniec Nowego Miasta (i nie tylko) wie, że od najmłodszych lat ksiądz Andrzej był mocno związany ze sportem. W tym miejscu bez wahania duchowny przywołuje dobry wzór kapłański w rodzinnych stronach — księdza proboszcza Kazimierza Wróblewskiego z Gwiździn, który nie tylko troszczył się o swoich parafian, ale i angażował się w sprawy sportowe.

Swoją pasję sportową tak doprawdy ciągnę już od dzieciństwa. Jako kapłan nauczyłem się też koordynować ten zapał w działaniu organizacyjnym. Założyłem w Tucholi pierwszy w diecezji Parafialny Uczniowski Klub Sportowy „Unitas”, następnie w Kamionce PUKS „Bonum”, a obecnie w Starej Kiszewie PUKS „Virtus”. Jako diecezjalny duszpasterz sportowców, czy kapelan wojewódzki LZS, mam okazję spotkać się z różnymi sportowcami. Po zbudowaniu dużego boiska piłkarskiego dla młodzieży w poprzedniej parafii, miałem okazję gościć na otwarciu trenera kadry Polski Jerzego Engela. Motywuję też kolegów kapłanów do działań sportowych. W ubiegłym roku graliśmy na Mistrzostwach Polski w Kołobrzegu, a przez epidemię zostały przesunięte tegoroczne w Bochni. W obecnej miejscowości mamy ładną halę sportową, korzystamy z niej na cotygodniowych treningach piłkarskich z chłopcami i siatkarskich z dziewczętami. Organizujemy też różne zawody np. mistrzostwa parafii w piłkę nożną, w tenisa stołowego, w siatkówkę, mistrzostwa diecezji w biegach przełajowych, mistrzostwa w pływaniu na materacach po lokalnej rzece Wierzycy. Jest życzliwość władz i coraz więcej rodziców włącza się w opiekę nad trenującymi dziećmi i młodzieżą — przyznaje ks. proboszcz ze Starej Kiszewy.

Jak zaznaczył cytowany wcześniej parafianin, do kiszewskiej społeczności parafialnej „przenikł” pseudonim „Maradona”.
Pewnie taki przydomek krąży we wszystkich parafiach, gdzie pracowałem. Trochę postura i dłuższe włosy, trochę umiejętności piłkarskie ukierunkowały na nadanie takiego przydomku. Jest to jednak sympatyczne i przez to parafianie przez lata kojarzą takiego oryginalnego księdza z twórczymi pasjami. Szczególnie dumny jestem z młodzieży, u której udało się zaszczepić pasje. Mam wśród wychowanków wielu wuefistów, muzyków, rehabilitantów osób niepełnosprawnych, kilkunastu księży – wylicza kapłan z Nowego Miasta.

Niedawno obchodzone było stulecie nowomiejskiego Klubu Sportowego Drwęca, którego jedną z „twarzy” był obecny ksiądz Andrzej. Jakie wspomnienia związane z nowomiejskim klubem są najbardziej żywe?
Ksiądz Andrzej zaznacza, że zawsze miło jest wrócić do młodzieńczych lat. Wspomina przy tym gry w finałach wojewódzkich w szkole podstawowej i średniej. Potem przez cały okres liceum miał okazję trenować w drużynie seniorów „Drwęcy”.

Ciekawie było objeżdżać wszystkie miejscowości w ówczesnym województwie toruńskim i grać z różnymi klubami w lidze okręgowej. Cieszę się z różnych osiągnięć kolegów i że też przez lata brali odpowiedzialność za losy naszego umiłowanego klubu. Podczas jubileuszu mocniej zrozumiałem, że taką oryginalną drogę kapłańską realizował już sto lat wcześniej błogosławiony ks. Franciszek Rogaczewski, założyciel klubu. A więc pójście tą drogą jest także wpisane w ciekawe życie kapłańskie – uważa proboszcz.

Starą Kiszewę i Nowe Miasto Lubawskie dzieli 150 kilometrów – dużo i niedużo, jak na dzisiejsze możliwości przemieszczania się własnym środkiem lokomocji. Jak często, przy mnóstwie obowiązków duszpasterskich, zdarza się zajrzeć w rodzinne strony?
Ksiądz Andrzej przyznaje, że stara się w każde święta (i trochę częściej) przybywać w rodzinne strony. Odwiedza szczególnie mamę i rodzeństwo. Choć, jak dodaje, w dobie dzisiejszych mediów, to żadna odległość. Dodaje, że ma upublicznioną „Gazetę Nowomiejską”, stronę parafialną, inne lokalne portale, a też profile licznych znajomych.

Miło mi czytać wieści z rodzinnych stron, choć teraz też ubolewam nad smutną sytuacją epidemiologiczną, która zapanowała w moim mieście – dodaje.
Na pograniczu Kaszub i Kociewia, gdzie leży Stara Kiszewa, funkcjonuje trochę inna mentalność ludzi i inne zwyczaje, ale (jak twierdzi ks. proboszcz Taliński) zawsze warto zintegrować się szybko z miejscowym środowiskiem. Jako potomkowie zaboru pruskiego ludzie też mówią tam, jak w nowomiejskich stronach słowo „jo”. Legendą kaszubską jest pochodzący z Mroczna ks. Bazyli Olęcki (był proboszczem w Linii koło Wejherowa).

Przez mój ogród przepływa rzeka Wierzyca (dopływ Wisły) i od razu mam wspomnienia z częstych kąpieli w rzece Drwęcy. Jako ministrant w rodzinnej miejscowości oswajałem się z różnymi rodzajami działalności przy miejscowych księżach. Stamtąd zacząłem pieszo pielgrzymować do Częstochowy w 1981 roku, ale też chodziłem do sanktuarium w Lipach. W tym roku już po raz 40. wyruszę do Częstochowy (ze Starogardu Gdańskiego). Organizuję też krótsze pielgrzymki do lokalnych sanktuariów — zapowiada ks. Andrzej.

Wiele osób zna lub pamięta Andrzeja Talińskiego. Zdarza się, że znajomi (mniej lub bardziej) zaglądają do Starej Kiszewy (miejscowość leży na trasie Grudziądz – Łeba) w odwiedziny lub po prostu „po drodze”. Proboszcz Taliński rozkłada ręce i mówi, że drzwi gościnnej plebanii są ciągle otwarte.

Szczególnie ziomkowie są przeze mnie oczekiwani. Ucieszyłem się, że odwiedzili mnie przejeżdżający wycieczką uczestnicy Uniwersytetu Trzeciego Wieku z Nowego Miasta, był dziecięcy chór ze szkoły na organizowanym u nas Festiwalu Piosenki Papieskiej, śpiewał na festynie dożynkowym nowomiejski Elvis — Mirek Deredas. Też krewni i znajomi odwiedzają mnie co pewien czas... — mówi ksiądz Andrzej.

Nowomieszczanie obserwują zmiany, jakie widoczne są w związku z restauracją nowomiejskiej bazyliki. Również nasz rozmówca jest pod wrażeniem troski proboszcza Zbigniewa Markowskiego o piękno bazyliki.
Dla mnie niewyobrażalne środki zostały wystarane i „włożone” w renowację świątyni. Przed laty miałem okazję napisać pracę magisterską o historii naszej parafii do czasów rozbiorów i mogłem lepiej poznać dzieje świątyni oraz wszystkich ołtarzy. Z pewnością to pokolenie mieszkańców oraz duszpasterzy zapisze się pięknymi kartami w historii parafii w Nowym Mieście — uważa nowomieszczanin.

Przyszło nam teraz żyć w czasie szczególnym, kiedy życie wywróciła epidemia koronawirusa. Spytaliśmy księdza Andrzeja, co sądzi o tym trudnym okresie i jak sobie w nim radzić.
To smutny czas dla każdego z nas, ale i dla całego świata. Niektórzy popadają w apatię. Ja jednak wolę zawsze szukać pozytywnych przykładów i tłumaczenia, jak dopasować się do niełatwych uwarunkowań, jak zrozumieć swoje zadania, jak umocnić innych? Po trudnym etapie pojawiają się promyki nadziei, że wszystko wróci do pozytywnego rytmu. Oby w tym powrocie równomiernie troszczono się o odnowienie gospodarki, jak i o solidarność społeczną. Zawsze warto mieć oczy otwarte i wspierać najsłabszych i niezaradnych. W mojej parafii staramy się organizować różne akcje wspierające biedniejszych parafian. Teraz zbieramy środki na pomoc dla pobliskiego Domu Pomocy Społecznej. Razem z wikariuszami organizowaliśmy transmisje mszy przez parafialnego FB, ale i tak parafianie tęsknią do obecności w kościele i przyjmowania sakramentów. Świat pewnie nie będzie już ten sam …. ale może będzie lepszy? — uważa Andrzej Taliński.
Stanisław R. Ulatowski

Ksiądz Andrzej na boisku piłkarskim z Piotrem Świerczewskim, znanym weteranem piłkarskim



Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

Zagraj w GRY.wm.pl

  • Goodgame Empire
  • Goodgame Big Farm
  • Goodgame Poker
  • Shadow Kings - The Dark Ages